PREMIERA – Kopciuszka w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie
Klasyczne baśnie mają dziś trudne zadanie. Muszą konkurować z rzeczywistością pełną obrazów, szybkich bodźców i gotowych interpretacji. Twórcy tarnowskiego „Kopciuszka” nie próbują jednak walczyć z tym światem. Zamiast wiernie odtwarzać dobrze znaną historię, proponują własne spojrzenie na opowieść, która od pokoleń funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni.
Najnowsza produkcja Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie nie jest sentymentalną podróżą do świata dzieciństwa. To raczej próba pokazania, że klasyka nie musi być muzealnym eksponatem. Spektakl zachowuje baśniową lekkość i magię, ale jednocześnie odchodzi od wielu utartych schematów. Dzięki temu młody widz otrzymuje atrakcyjną, dynamiczną opowieść, a dorosły może odnaleźć w niej coś więcej niż tylko znaną historię o zgubionym pantofelku.
Największą wartością tarnowskiego „Kopciuszka” jest odwaga w podejściu do materiału, który wydawałoby się został już opowiedziany na wszystkie możliwe sposoby. Elżbieta Depta oraz Adrian Szafrański nie próbują konkurować z klasycznymi czy filmowymi wersjami baśni. Szukają własnej drogi i własnego języka opowiadania. Dzięki temu powstał spektakl nowoczesny, ale niepozbawiony szacunku dla tradycji; współczesny, ale zachowujący baśniową magię.
Fabuła została ubrana w nową formę. Może mniej tkliwą i mniej nastawioną na wzruszenie niż tradycyjne inscenizacje, ale za to bliższą współczesnemu odbiorcy. To przedstawienie, które nie skupia się wyłącznie na bajkowym obrazie, lecz próbuje dotrzeć do widza poprzez humor, muzykę, ruch sceniczny i aktorską energię. Dla dzieci staje się początkiem podróży do świata baśni, dla dorosłych – okazją do spojrzenia na znaną historię przez pryzmat własnych doświadczeń.
Tym, co trzyma całość w ryzach, są trzy myszy – narratorzy i przewodnicy po tej opowieści. W tej roli znakomicie sprawdzili się Paweł Plewa, Przemysław Płaczek i Tomasz Wiśniewski. Ich sceniczny humor, sprawność ruchowa i bezpośredni kontakt z publicznością fascynowały najmłodszych widzów, a dorosłym pozwalały dostrzec aktorstwo na wysokim poziomie. To właśnie oni nadają spektaklowi rytm i skutecznie budują most pomiędzy sceną a widownią.
Duże wrażenie pozostawia również duet sióstr. Matylda Baczyńska jako Gryzelda i Monika Wenta jako Anastazja stworzyły postacie wyraziste, zabawne i doskonale różnicowane. Szczególne uznanie należy się Baczyńskiej za niezwykłą mimikę twarzy oraz konsekwentne budowanie charakteru kapryśnej, nieco głupiutkiej siostry przez cały spektakl. Obie aktorki kolejny raz udowodniły, że potrafią odnaleźć się w każdej konwencji, zachowując przy tym naturalność i sceniczną wiarygodność.
Na uwagę zasługuje także Kinga Piąty, która mierzy się z kilkoma scenicznymi wcieleniami. Szczególnie zapada w pamięć jej Alfred – postać zagrana z dużą swobodą i wyczuciem, pokazująca wszechstronność aktorki.
Niewątpliwym ulubieńcem publiczności był Jerzy Pal w roli króla. Doświadczenie sceniczne pozwala mu odnaleźć się w każdej kreacji, a tym razem stworzył bohatera pełnego ciepła, dowcipu i naturalnego uroku. Był królem dokładnie takim, jakiego oczekuje się w dobrej baśni – dobrodusznym, zabawnym, a jednocześnie budzącym sympatię i szacunek.
Ewa Sąsiadek zmierzyła się z jedną z najmniej wdzięcznych postaci tej historii. Jej macocha pozostała czarnym charakterem, ale nie została sprowadzona do karykatury. Aktorka zachowała to, co w takich rolach najważniejsze – sceniczną wiarygodność.
Z kolei Wojciech Wereśniak jako książę stworzył postać bardziej zagubioną i refleksyjną niż w tradycyjnych adaptacjach. Choć sama wersja sceniczna nieco ograniczyła jego obecność w fabule, aktor bardzo dobrze oddał charakter bohatera, który pozostaje jedną z kluczowych postaci opowieści.
Największą zmianę przeszła jednak sama tytułowa bohaterka. Angelika Smyrgała prezentuje Kopciuszka bardzo współczesnego – pozbawionego przesadnej tkliwości i cierpiętniczej nuty. To postać bardziej samodzielna, bliższa dzisiejszemu odbiorcy, której dodatkowym atutem jest dobrze przygotowana warstwa wokalna.
Na osobne uznanie zasługuje warstwa wizualna i muzyczna spektaklu. Choreografia nie jest jedynie dodatkiem do kolejnych scen, ale staje się jednym z najważniejszych środków budowania opowieści. Dynamiczne układy taneczne nadają przedstawieniu tempo, energię i musicalowy charakter. Ruch sceniczny został starannie przemyślany i doskonale współgra z aktorami oraz prowadzoną historią.
Nie sposób pominąć także kostiumów. Barwne, dopracowane w szczegółach i niezwykle efektowne budują baśniowy świat przedstawienia. Dzięki nim każda postać otrzymuje własną tożsamość, a scena zyskuje rozmach, który zachwyca zarówno najmłodszych, jak i dorosłych widzów.
Równie ważnym elementem jest muzyka. Oryginalne kompozycje nie próbują kopiować znanych wzorców, lecz tworzą własny klimat tej opowieści. Są lekkie i doskonale wpisują się w charakter przedstawienia. Warto podkreślić także przygotowanie wokalne całego zespołu. Partie śpiewane brzmią naturalnie i swobodnie, a muzyka staje się integralną częścią spektaklu, a nie jedynie ozdobnikiem.
O tym, które postacie naprawdę zdobyły serca najmłodszych widzów, najlepiej świadczyło spotkanie po spektaklu w teatralnym foyer. To właśnie tam, podczas wspólnych zdjęć i rozmów, można było zobaczyć, kto stał się dziecięcym bohaterem tego wieczoru. Często jest to bardziej wiarygodna recenzja niż najdłuższe brawa.
„Kopciuszek” w Teatrze im. Solskiego nie próbuje udowadniać, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania współczesnego świata. Pokazuje natomiast, że klasyczna baśń może nadal żyć, jeśli pozwoli się jej mówić nowym językiem. To przedstawienie pełne ruchu, humoru i muzyki, ale przede wszystkim spektakl, który nie traktuje młodego widza z pobłażaniem. Daje dzieciom dobrą zabawę, a dorosłym pozostawia przestrzeń na własne odczytanie tej historii.
To udana produkcja tarnowskiej sceny i jeden z tych spektakli familijnych, które potrafią połączyć oczekiwania dwóch różnych światów – dziecięcej wyobraźni i dorosłej wrażliwości. A to, w teatrze adresowanym do widzów w każdym wieku, jest wartością szczególnie cenną.
Tekst/foto: Lidia Jaźwińska
Share this content:


